poniedziałek, 27 czerwca 2016

Włosy Haruno

1 komentarz:
Przysięgam, to nie miało tak wyglądać.
 Leżałam sobie grzecznie, plackiem na twarzy, z rękami skutymi na wysokości lędźwi. Włosy jak na złość zasłoniły mi czoło. Dmuchnęłam kilka razy starając się je odsunąć, lecz bezskutecznie. Cholera by to.
Ale przynajmniej byłam w jednej celi z Naruto. Hura!
- Świetny plan Sherlocku, mistrzu odbijania z cel w środku średniowiecznego zadupia. I co teraz? - syknął Naruto, jakoś nie bardzo przejęty, że mnie też delikatnie stłukli.
- Już cię przeprosiłam, kretynie! Daj mi pomyśleć! - fuknęłam, zaciskając zęby. Byliśmy w podziemiach, nikt nas przez to nie usłyszy. Teraz straż była podwojona, co równało się z zerowymi szansami na wydostanie się. Pięknie, Haruno.
Ktoś w końcu musi zauważyć brak dwóch osób w oddziale, co? Musi. Innego wyjścia stąd nie ma, przez co mamy przechlapane. Westchnęłam.
- Naruto, pomóż mi odzyskać resztkę godności, co? Muszę usiąść bo mi kręgosłup trzaśnie... - sapnęłam, gramoląc się. Coś nieprzyjemnie chrupnęło mi w plecach, kiedy w końcu upadłam tyłkiem na zimne cegły. Pięknie, Sakura, masz osiemdziesiątkę i dysk ci wypadł. Wracaj do miliona twoich kotów nie dla ciebie wojaczka!
- Wymyśliłaś już coś? - zapytał blondyn po dłuższej chwili. Z zrezygnowaniem pokręciłam głową. - Głodny jestem...
Jak na zawołanie mój i jego żołądek głośno zaburczały, aż poczerwieniałam. Uzumaki natomiast zaczął się śmiać. - Sakurcia, co ty tam masz, potwora z Loch Ness? - Wybuchnęłam głośnym śmiechem, przysuwając się do Naruto. Powinien być już wieczór, przez co robiło się coraz chłodniej, a Haruno znów nie pomyślała żeby się cieplej ubrać.
No ale cóż, moim planem było być teraz w ciepłej komnacie, wylegiwać się w łóżku, podczas gdy inni pilnowali by tego zasmarkanego gnojka - tfu, przepraszam! -  księcia.
Oparłam głowę na ramieniu blondaska. O co chodziło Naokiemu? Rozumiem, inna kultura, ale on miał jawny wstręt do kobiet. I to na jakimś super-mega wyższym poziomie. A może tylko mnie nie polubił?
Cóż, to miejsce przypominało delikatnie scenerię Gry o Tron. Był zamek, był książę, byli wieśniacy. Tylko błagam, niech Rodzina królewska nie będzie jak Lannisterowie. Fuj.
Syknęłam, kiedy moje włosy zaczepiły o bluzę Uzumakiego.
- Naruto nie ruszaj się, błagam - skomliłam, próbując wyrwać różowe kosmyki z bezlitosnych szczęk zamka błyskawicznego. Na darmo. W końcy wyszarpnęłam je, tracą kilkanaście, jak nie kilkadziesiat włosów. Ała.

Szczek kluczy w zamku szybko wybudził mnie ze snu. Która godzina?
- Wstawać, plugawcy - warknął strażnik, otwierając klatkę. - Mój pan was oczekuje.
Nie bardzo spodobało mi się szarpanie mojego obolałego ciała przy podnoszeniu i wypychaniu z klatki. Wymieniłam szybkie spojrzenie z Naruto. On tylko potaknął.


Starałam się zapamiętać każdy detal mijanych pomieszczeń. To może okazać się przydatne, jeśli damy radę się wyswobodzić i zaczniemy uciekać.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy znów sprowadzono nas do podziemi, tym razem do jakiejś innej odnogi.  Zresztą...cholera wie jak wiele takich odmętów mają te lochy.
Większym zdziwieniem była a'la sala tronowa z kimś kogo już znałam. Witam cudownego sługę jego królewskiej mości nienawistnym spojrzeniem, natomiast ten ignoruje moje rozpaczliwe starania zabicia wzrokiem, moszcząc zadek na wielkim krześle.
- Witam Dream Victims, a w każdym razie część. Jak się pewnie domyślacie, nie bardzo jest mi na rękę wasza obecność tutaj, a że strażnicy - tutaj rzut pogardliwego spojrzenia na osiłków stojących przy drzwiach.- Was nie zatrzymali, sam musze się was pozbyć, skoro już, no niestety, tutaj jesteście.
Aha, czyli ten gnojek kazał nas zatrzymywać? No pięknie. Ktoś tu ma kompleks niższości...
- No tak, i jak niby nas powstrzymasz? Nasi przyjaciele już pewnie zorientowali się, że nas nie ma. Nie liczyłbym na wiele czasu, Szczurku - wypalił Naruto, Parsknęłam śmiechem, słysząc przezwisko nadane "królowi" przez Naruto. Pokrewne z nas dusze, jak nic!
Zaraz skońcyło się nasze delikatne podśmiechiwanie, kiedy dostaliśmy pałkami przez plecy. Skuteczna forma dyktatury...
- I otóż to, Naruto Uzumaki. Ten twój ojciec jest kimś ważnym w waszym świecie - zapewnił nas, wypluwając szybko "waszym" jakby paliło go w język. - A jak wiesz jest pewna grupka ludzi, którzy sowicie wypłacą mi sie, za twoją głowę. A dziewuchę dorzucimy w prezencie.
Zimny pot wystąpił mi na plecach. No pięknie, Naruto pójdzie do Shiro, a ja razem z nim. Haruno, oficjalnie musisz się przyznać. Spaściłaś.

 - Nie dość, że Naruto zaginął, to jeszcze Sakura. Podczas czterech godzin straciliśmy dwójkę ludzi. Dwójkę!
Gaara zaczął panikować jakieś trzy godziny po zniknięciu Haruno. Błoga cisza, przerywana przez różowowłosą teraz jest zakłócana przez No Sabaku. Co chwila wychodził, aby potem przybiec powyklinać, i znów wybiegał mrucząc coś pod nosem, Szczerze nie dziwię mu się. Księżniczka S poszła w cholerę nie informując nikogo o swoich podejrzeniach, więc nie mamy nawet poszlaki gdzie jej szukać. Wyprosiła zgodę i tyle ją widziano.
Rozmasowałem skroń. Jazgot w pokoju był nie do zniesienia.
- To ShiroHart ja to wiem! - trajkotał Kiba, chodząc z kąta w kąt. Sasori włóczył za nim wzrokiem, coraz bardziej rozdrażniony, aż wybuchł. - Usiądź na tej dupie spokojnie, Inuzuka!
Wszyscy byliśmy poddenerwowani. Jedynie Sai - Dziwny Blady Koleś, według nazwenictwa Haruno - umiał zachować spokój. Z tego co wiem, został przyjęty na moje miejsce do gildii, kiedy Itachi miał problemy z sercem. W sumie mam to gdzieś, skoro go przyjęli to jest dobry. Tyle mi wystarczy.
Drzwi z hukiem otworzyły się, a do środka wparował Gaara, trzymając świstek papieru w lewej dłoni i szczerząc się jak idiota. Oczy nas wszystkich skierowały się na niego, a te niczym nieośmielony zaczął gadać :
- Mamy ślad! Dzięki Buddzie, że Sakura jest na tyle roztrzepana, że czasem pozostawi jakiś dowód swojej działalności! Normalnie bym ją zbesztal, ale to może potem, bo...
Zerknąłem szybko na mapę. Dzięki jakiejś mutacji w mojej rodzinie, jej członkowie mają idealny wzrok. Szczerze mówiąc, do późnej starości nasze oczy działają bez zarzutu. Potem jednak, w skrajnych przypadkach przychodzi ślepota.
" Lochy + Naruto = co tu się odwala?" brzmiał napis wykaligrafowany koślawymi kulfonami na serwetce. Kąciki moich ust nieubłaganie powędrowały ku górze. Haruno portafiła rozbrajać swoją głupotą jak nikt inny. Gdybym nie znał Naruto tyle lat, ryzykowałbym stwierdzeniem, że są rodzeństwem.
- Co to niby ma znaczyć?! - oburzył się Kiba, przybierając tępy wyraz twarzy. Ten też mógłby być z nimi rodzeństwem. Poważnie, sami debile wokół.
- To, że ruszamy do lochów. ciągniemy kto ma zostać z księciem - zarządził Gaara, wyciągając słomki.

- Ja chcę iść! Nie zostawiajcie mnie! - wył Inuzuka, waląc głową w drzwi. W całej swej złośliwości pokazałem język jemu i Gaarze, którzy niestety - przegrali. Haruno i Uzumaki - osiecz nadchodzi!

- Sasori, ty na pewno wiesz gdzie to jest? - pytanie padło dosyć szybko, kiedy nagle zawróciłem i skręciłem w inny korytarz. Nerwowy śmiech wydarł mi się z gardła. - No jasne!
Mrucząc pod nosem, zauważyłem wejście do lochów. Ha!
O dziwo, był tylko jeden strażnik przy drzwiach. Gdzie jest reszta? Po cichu podszedłem jak najbliżerj się dało, ukrywając się za filarem. Sai podążył za mną, wyciągając z kieszonki na udzie dziwną rurkę i kilka strzałek. Kiedyś chyba już widziałem tę metodę. Cejrowski był gdzieś tam w puszczy, na zadupiu i tam jacyś indiańce tak polowali. A to wszystko na PLChannel w abonamencie!
Blady przyłozył usta do rurki - nie, stop! To źle brzmi. Sai posłużył się bronią, i po kilku chwilach młokos padł, uśpiony małą igiełką. Sprytnie!
Adrenalina buzowała mi w żyłach, a serce waliło jak po mocnej kawie, kiedy podbiegliśmy do drzwi i wpadliśmy do środka.
Zapach stęchlizny raził ośrodki w nosie, a Blady prawie wyłozył się na grzybie pokrywającym klepisko. Całe to miejsce było obskurne, wielkości dwudziestu, może trzydziestu metrów. Bardziej od pokoju, przypominało to komnatę wykutą w litej skale.
- Bierz strażników, ja zajmę się szukaniem - rzucił Sai, rozglądając się po celach. Coś mi tu nie grało, i to porządnie. Czym ja się niby, kurka, mam zająć jak nikogo tutaj nie ma?
- Sai, pusto! Coś tu jest nie tak, stary. Masz ich? - krzyknąłem, wychodząc z małego pomieszczenia na końcu groty. Widząc jego minę sam wysunąłem wnioski. Jednak mój wzrok przykuło coś zbyt kolorowego jak na tę scenerię. Różowe coś, w jednej z klatek.
A to różowe coś to nasza poszlaka. Włosy Haruno.





środa, 16 grudnia 2015

Jego kretyńska mość.

2 komentarze:
- Jak sądzisz, gdzie go wcięło? - zapytał Gaara, kiedy powróciliśmy wszyscy w wyznaczone miejsce, a Naruto jak nie było, tak dalej nie ma.
- Nie wiem, ale Shiro Hart grasuje ponoć też tutaj... - Dziwny blady Człowiek imieniem Sai postanowił trochę pobudzić nasze obawy, ot tak, dla zabawy.
- Jak zaraz nie przestaniesz z tym ShiroHart to oberwiesz - rzekłam, delikatnie przesuwając się w stronę bramy, przez którą finalnie nie przeszliśmy z powodu incydentu. Strażnik wypatrzył nas dość powoli, jednak mimo to kazał nam przystanąć przed wejściem na dziedziniec. Niezłe mają zabezpieczenia. Trzy mury z wytrzymałego kamienia w odstępach dwóch kilometrów, półtorej i pięciuset metrów, jeden od drugiego.
Wylegitymowani milion razy przez strażników w końcu dotarliśmy - Alleluja! Brama była już na wyciągnięcie ręki, kiedy...
- Stać!
- Och, na litość boską, co znowu?! - krzyknęłam, omiatając strażnika wzrokiem. - Kyoson Kyoei, przybywamy do króla, mamy ze sobą trzech członków Gwardii Królewskiej. Pokojowe zamiary, konkretnie wykonanie zlecenia, jesteśmy nieuzbrojeni, broń nasza znajduje się w rękach straży przy drugim murze.
Po wyrecytowaniu formułki, ostatnie przeszukanie i już byliśmy prowadzeni do sali tronowej. Prowadzeni jak bandyci, w obstawie czterech gwardzistów oraz czterech strażników. Chyba niedosłyszeli wzmianki o pokojowych zamiarach i nieuzbrojeniu.
Starałam się zapamiętać drogę powrotną, w razie gdyby królowi odechciało się wysyłać z nami eskortę z powrotem na dziedziniec przed zamkiem. Najpierw weszliśmy przez duże, stalowe drzwi prowadzące do holu w zamku, następnie wybraliśmy pierwsze drzwi po prawej, prowadzące do schodów, dalej podążyliśmy nimi (schodami oczywiście a nie drzwiami) do wieży, z której już prosto do wielkiego pomieszczenia, które teraz, kiedy na zamku trwał remont było taką mini salą tronową, która zwykle znajduje się w pierwszym holu. Proste Prawda?
Mini sala tronowa, tak jak się tego spodziewałam była bogato ozdobionym pomieszczeniem w kształcie prostokąta przez który wzdłuż rozciągał się czerwony dywan z wyhaftowanymi złotymi kwiatami.
- Mój pan was oczekuje. Zapraszam, tędy. Żywię nadzieję, iż pouczono was o zasadach panujących na zamku króla. - Znikąd  wyłonił się chudy i bardzo wysoki człowieczek o szczurzej twarzy, który był czymś na wzór sekretarki króla. Wszystko fajnie, naprawdę, ale jego twarzy przyprawiała mnie o ciarki. Widząc go przypominałam sobie wszystkie filmy, w których niepozorna osoba z takim jak on, przebiegłym wyrazem twarzy jest czarnym charakterem działającym pod przykrywką.
- Owszem, pouczono nas. Prowadź, dobry człowieku. - Gaara jako jedyny nie stał jak ten przysłowiowy kołek i jak prawdziwy dowódca zajął się załatwianiem formalności, a my jak jeden mąż podążyliśmy za męską sekretarką oraz czerwonowłosym po tym pięknym czerwonym dywanie, by zatrzymać się jakieś osiem lub dziesięć metrów od podwyższenia na którym stał tron.
- Witajcie, przybysze, w moim państwie. Kimże jesteście i w jakim celu przybywacie? - głos władcy brzmiał niezwykle wyniośle, mimo to sprawiał wrażenie miłego staruszka.
- Witaj, królu Akihito Pierwszy, organizacja Kyoson Kyoei przybyła, aby wypełnić zadanie, które chcesz nam powierzyć. Ja, dowódca Gaara przedstawiam ci moich ludzi i pozostaje na te wezwanie.
Skłoniliśmy się nisko, aby następnie wysłuchać szczegółów misji.
- Jak wiecie, władza w kraju jest dziedziczona z ojca na syna. Mój syn, ma za około cztery tygodnie przejąć koronę oraz tron po mnie, tak jak i ja zrobiłem to pięćdziesiąt lat temu. Mimo, że zostało do tego wspaniałego wydarzenia tak dużo czasu, już tydzień temu mój syn omal padł ofiarą zamachu. Ozdobny kandelabr omar nie zgniótł go na moich oczach - mruknął, po czym omiótł nas dokładniej wzrokiem.- jako władca chcę, abyście chronili mego pierworodnego, do czasu koronacji, a co więcej dociekli kim był zleceniodawca zamachu. Jako ojciec proszę, abyście zaopiekowali się moim synem.


Mając oczy i uszy szeroko otwarte patrolowałam korytarz przylegający do sali, w której obecnie znajdował się przyszły władca. Słysząc kroki oraz głosy szybko schowałam się za jedną z kotar zasłaniających wejście do sypialni władcy.
- Ten szpieg, którego pojmaliście przy pierwszym murze nadal znajduje się w lochach?
- Tak. Postaramy się dowiedzieć kim jest. Rzadko spotykamy złotowłosych w tej okolicy. Widziałeś znaki na jego twarzy? Zapewne jest szarlatanem z miasta przy granicy z Akinori.
- Zapewne. Król ma nie wiedzieć o naszych poczynaniach, zrozumiano?
- Tak, dowódco.
Po podsłuchaniu tej rozmowy przed oczyma stanął i jeden obraz: Naruto zakuty w kajdany.
Wyszłam z ukrycia, po czym bez pukania weszłam do sali w której księcia pilnowali Gaara oraz Sasuke z Kibą. Książę siedział przy ciężkim biurku koło wielkiego okna wychodzącego na piękny ogród. Kiedy zarejestrował moje przybycie jego oczy rozszerzyły się a twarz przybrała dziwny wyraz.
- Gaara-sama musimy porozmawiać. - Wzrok dowódcy automatycznie skupił się na mnie, w sumie nie tylko jego, ale wszystkich obecnych w pomieszczeniu.
- Dobrze. Rozumiem że sprawa jest bardzo ważna skoro opuściłaś stanowisko.
- Tak. Mam poszlaki dotyczące zniknięcia Naruto. Najpierw jednak muszę udać się w jedno miejsce aby potwierdzić moje przypuszczenia. Czy dostane pozwolenie? - Jak na komendę Kiba rozdziawił usta, Sasuke zacisnął szczękę, a Gaara zmarszczył brwi.
- Udzielam pozwolenia. Sasuke, Kiba, idźcie po Saia i Sasoriego, ty Sakuro zostań z księciem, ja natomiast udam się po nasz ekwipunek.
- Tak jest.
I takim sposobem zostałam sama z księciem, który wpatrzony we mnie jak w obrazek zaprzestał skrobania w notesiku.
- Kim jesteś? - odezwał się pierwszy, odkładając długopis. Popatrzyłam na niego, wyraźnie zdziwiona. Nikt go nie poinformował że dostanie nianię sztuk sześć?
- Jestem zastępcą dowódcy Dream Victims. Przybyłam z tamtymi ludźmi - tymi, którzy wyszli - chronić cię. - Mój głos brzmiał obojętnie i zimno. Brawo Haruno!
- Czyli jesteś taką jakby...gwardzistką?- zapytał podejrzliwie. Przyglądnęłam mu się lepiej. Miał na oko jakieś osiemnaście lat, z notki jaką otrzymałam od No Sabaku wynika, że ma jakieś dwadzieścia lat i ma na imię Naoki.
- Tak, można tak powiedzieć, wasza wysokość. Czy to cię dziwi, książę?
- Tak. W naszym kraju kobiety nie maja prawa być umundurowane oraz należeć do organizacji żołnierskich takich jak Gwardia czy choćby Armia. To wbrew moralności - odparł oburzony, patrząc na mnie jak na dziwadło. Z pięknej istoty w dziwadło w trzy sekundy. Nieźle Haruno.
- U nas, kobiety są traktowane na równi z mężczyznami, mogą uprawiać sport, być politykami, głowami państw, żołnierzami czy też nauczycielami. Nie widzę w tym nic oburzającego, wasza miłość - stwierdziłam, może zbyt ostro.
- Jak to głowami państw?! - krzyknął, waląc pięścią w blat. Wybuch emocji i to całkiem niekontrolowany, no pięknie.
- Mają do tego prawa, wprawdzie u nas, mężczyzna nie jest nikim lepszym od kobiety, która równiez ma prawo spełniać się zawodowo, książę.
Chłopcy wchodzący kilka minut później, w liczbie cztery zastali krzyczącego księcia i mnie obojętną niczym głaz.
- Kobiety nie nadają się do rządzenia państwem, jesteście matkami i żonami, a nie wielkimi dowódcami!
Kiba rozdziawił buzię, bo jako wielki obrońca białogłowych aż poczerwieniał.
- Z całym szacunkiem, mężczyzna jest równie do tego przystosowany jak kobieta - sapnął, stając obok mnie.
- Toż to się przecież nie godzi, aby ludem rządziła byle kobieta!
I w tym momencie nie wytrzymałam jego chamstwa i prostactwa, podeszłam do niego bardzo blisko i wyrecytowałam wściekłym głosem:
- Posłuchaj mnie ty średniowieczny idioto. Kobieta i mężczyzna są równi pod względem praw w moim kraju czy tego chcesz czy nie. To, że ci się to nie podoba nikogo nie obchodzi, więc siądź swoim królewskim zadkiem na tym krześle i skrob w tym swoim pamiętniczku, a nie obrażaj kobiet, które rodzą takich idiotów jak ty, tylko po to aby je linczowali. Żegnam.
Po czym wyszłam trzaskając ogromnymi drzwiami z dębu.
Klnąc pod nosem na jego kretyńską mość, przemknęłam do poziomu, na którym znajdował się loch.
Tutaj zamilkłam, zaglądając zza rogu na korytarz. Dwóch strażników -  blondyn i rudzielec -  stojących na warcie nie robili na mnie wrażenia. Układając w głowie plan dostrzegłam pęczek kluczy przypięty do pasa blondyna. Zakładając maskę, szybko znalazłam mała buteleczkę z fioletowym specyfikiem somnalis - w wersji usypiającej na odległość, tak zwanej śpiącej chmurki, która po odkorkowaniu wydzielała usypiający gaz - przystąpiłam do działania.
Po około dwóch minutach od otwarcia wieczka dwóch dorosłych facetów posturą przypominających Hulka padło na posadzkę cicho pochrapując. I tutaj wkroczyłam ja, prześlizgując się między ich ciałami, dopadłam do blondyna, który upadł tak niefortunnie, że swoim cielskiem przykrył klucze.
- Cholera...-  sapnęłam, przewracając go na drugi bok i odczepiając pęczek kluczy. jeden z nich musiał pasować do drzwi za moimi plecami. - Teraz albo nigdy!
Po wypróbowaniu wszystkich możliwych kluczy - tak! Ten ostatni okazał się być właściwym - weszłam do pomieszczenia, powoli zdejmując maskę. - Naruto?
Loch okazał się być paskudnym miejscem. Zawilgocony zbudowany w całości z szarej cegły mieścił sześć cel - kwadratowych pomieszczeń z jedną ścianą zastąpioną kratami.
- Sakurcia? Tutaj! - powiedział dosyć głośno blondasek, czołgając się bliżej krat. Gdy go zobaczyłam serce wykonało mi koziołek. Wyglądał jak kupka nieszczęść, z podbitym okiem, zakrwawioną koszulką, rozbitą wargą oraz nosem i sińcami na każdym skrawku ciała. Przypięty za lewą kostę do ściany na grubym, krótkim łańcuchu, patrzyła na mnie wielkimi oczyma.
- Uzumaki, na litość boską, co się stało? -Widząc jego otwierające usta dodałam : Nieważne, później mi opowiesz, na razie musimy cię stąd wyciągnąć.
Kolejny raz używałam pęku kluczy, tym razem pierwszy pasował do celi, w której zamknięto Naruto.
Kiedy już tak byłam tak blisko uwolnienia przyjaciela usłyszałam kroki. Cholera, strażnicy.
I wpadli do pomieszczenia. ośmiu chłopa, na jedną mnie. Naruto nie był w stanie walczyć.
- No to co, tańczymy? - zapytałam chyba samą siebie pod nosem. I rozpętała się jatka.

Łaa! Ale mnie tu dawno nie było!
Jak ten czas leci...
Wracając..notka mi się nie podoba. Wcale a wcale.
Zmiana nazwy bloga na

Hana-wa sakuraji, hitó-wa bushi

Oraz nazwy Gildii na:

Kyoson Kyoei

Buziaki Minami

layout by Sasame Ka z Zatracone Dusze